niedziela, 10 kwietnia 2011

Rocznica




Piszę ten post w dniu rocznicy tragedii smoleńskiej. Za pamięć tych, którzy zginęli. Na naszym balkonie powiewa flaga.
Rok temu żegnaliśmy tez naszą kuzynkę Kasię. Niech spoczywa w spokoju.

czwartek, 7 kwietnia 2011

Po remoncie


Już po remoncie, ale wciąż czegoś brakuje. Czekamy jeszcze na meble do sypialni, spóźnione już trzy tygodnie. W kolejce do malowania stoi w pracowni parę mebelków. Ale nie wszystko pójdzie pod pędzel. W salonie muszę się zadowolić jedynie białymi akcentami.







Uwielbiam kwiaty w wazonie, poprawiają mi nastrój. Szczególnie, gdy za oknem wiosna jedynie prześwituje przez chmury. Za to weekend był wspaniały, spędziliśmy pierwszą noc na działce.

A to salon w nowym pokoju, który przed remontem był biblioteczką. Musieliśmy z niej zrezygnować na rzecz oddzielnych pokoików dla dziewczynek. Trochę skomplikowane.  A dokładniej uprzedni plan był taki, pokój Patryka, który został nie naruszony, ale czeka na malowanie; salon, który będzie sypialnią. Następnie biblioteczka z której wchodziło się do naszej maleńkiej sypialni. Dziewczynki dzieliły razem pokój, który już prezentowałam. Teraz ma go na swoja wyłączność najmłodsza Jagódka. Zabudowaliśmy wejście do najmniejszego pokoiku od strony biblioteki, dodając nowe przesuwane drzwi z pokoiku Jagody, który stał się przechodni. Ostatni pokój to teraz królestwo Weroniki. Jako starsza dostała niezależny teren, może być spokojna o swoje skarby, a już niedługo o zeszyty i książki szkolne. A gdy dziewczynki chcą, mogą się bawić wspólnie, a dzięki bliskiemu sąsiedztwu zabawki nie są roznoszoną po całym mieszkaniu. 
Postaram się pokazać wszystko po kolei. Zdecydowałam się na wymalowanie  ścian we wszystkich pokojach jednym kolorem. Na biały zabrakło odwagi, wybór padł na jasny beż.





Ta komoda pochodzi z domu na wsi. Jedyna rzecz, która  stamtąd wyjechała, od początku miałam na nią ochotę, ale też  jednocześnie to mebel, którego byłoby mi najbardziej szkoda, gdybyśmy odpukać, odnieśli jakieś straty. Wiadomo, drewniany dom na wsi, choć już teraz jesteśmy trochę spokojniejsi po wycięciu brzozy, która rosła 1,5 m od domu. 





Taki stół marzy mi się w kuchni, z białymi nogami i przecieranymi krzesłami. Tego mi szkoda, to lity dąb, jeden z dwóch staroci w naszym domu po fachowej renowacji.  Może krzesła trafią pod pędzel, ale wymagają dużo pracy.





Kącik do czytania prosi się o dobrą lampę. I koniecznie muszę pomyśleć o firankach czy zasłonach na boki, by przysłoniły kaloryfer. Okno pozostanie odkryte, mamy tu piękny widok na pole.



środa, 30 marca 2011

Czas na wieś




Dwa Domy. Trochę zaniedbałam na blogu ten na wsi, ale już wiosna, już wyczekujemy cieplejszych dni, by móc spędzić tam pierwszy weekend, rozpalić ognisko, pooddychać świeżym powietrzem. Tak jak my, tęsknią też dzieci. Dla nich to co rok wielka przygoda. Zabawki i wszystkie kąty do odkrycia po raz kolejny. Dla dwuletniej Jagódki to nowy świat, bo pewnie nie pamięta pobytów sprzed zimy. Teraz już bardziej samodzielna, będzie podbijała podwórko i dom.

Pokażę parę zdjęć obrazujących przemianę naszej letniej ostoi. Zdjęcie u góry, najprawdopodobniej z 59 roku, to jedyna stara pamiątka z wizerunkiem naszej chaty, pokrytej jeszcze strzechą. Na fotografii ciotka mojego męża, która mieszkała tutaj do 1988 roku.
Ale od początku. Nie wiemy ile dokładnie lat liczy dom. W obecne miejsce był przeniesiony z pobliskiej wsi na początku XX wieku. Tutaj urodził się dziadek męża.
Chata nosi ślady przenosin, belki ponumerowane są kolejno ponacinanymi kreskami, które ułatwiały odtwarzanie konstrukcji. Widoczne są ślady sztukowań. Dom zbudowany jest z sieni i magazynku, w którym urządziliśmy kuchnię oraz dwóch izb. Pierwotnie większa tzw. biała izba pełniła funkcje reprezentacyjne. Druga, czarna była częścią mieszkalną.
Rodzina po wojnie rozjechała się po Polsce, w poszukiwaniu lepszego życia. Na gospodarstwie pozostała samotna ciotka, opuszczona przez męża. Wokół tego tematu krążą różne opowiastki, jednak tajemnica została zabrana do grobu. Janina spędziła tu resztę życia, ciesząc się szacunkiem we wsi. To u niej w domu co roku wszyscy mieszkańcy zbierali się z wielkanocnymi koszami na święcenie. W kilka lat po jej śmierci rodzice męża postanowili zaadaptować działkę na letnisko. Ich prace skupiły się głównie na zagospodarowaniu zieleni. Nie było to łatwe, bo za życia ciotki były tu kury, a więc podwórko było typowo wiejskie, z krzewami, ogródkami, zawalone wszystkim, czego szkoda było wyrzucić. Udało się wynegocjować oddzielny dojazd do działki, gdyż wcześniej można tu było dojść ścieżką przez ziemię sąsiada tuż przed jego domem.




Tutaj dom jaki pamiętam z pierwszych odwiedzin na wsi. (Dach kryty czarną papą najprawdopodobniej od lat 60-tych.) Było to za czasów panieńskich, mąż wiedział, że lubię starocie i przewidział, że widok mnie oczaruje. I zakochałam się od pierwszego wejrzenia.
Po kilku pobytach tutaj już widziałam oczami wyobraźni jak ten dom odżywa.
A w następne lato wzięliśmy dłuta w ręce i zaczęło się.




Pokój, który najwyraźniej był uczęszczany od święta, łuszczył się od wielu warstw farb,we wszystkich możliwych kolorach. Ściany zdobiły wzorki z rolki modne w latach 70-tych. Wiele desek po odkryciu okazała się być w kiepskim stanie, ubytki pozalepiane były gliną, która kruszała, ale to nas nie zraziło. Szczeliny uszczelnione są mchem i gliną. Konstrukcja domu jest zdrowa. Można podziwiać dawne techniki obróbki drewna. Bale odpowiednio osuszone i kąpane w solankach przetrwają jeszcze wiele lat. 




Dom okazał się prawdziwą kopalnią skarbów. Ciotka nie miała potomstwa, nikt nie namawiał jej na "modne" segmenty i sprzęty, którymi ludzie na wsiach chętnie zastępowali wiekowe meble. Zachowały się szafy, kredensy, gliniane garnki. Z radością w oczach odkrywałam piękne przedmioty.
Pod ceratą okrywającą stół, był szydełkowy obrus. Na strychu kolejne gliniane naczynia. W szafach wyszywane makatki, w "kurniku", który służył za komórkę, wezgłowia do łóżka, kuchenne półeczki.
Wszystko to czyściłam i eksponowałam na światło dzienne. Każdy przedmiot znalazł swoje miejsc.
Tu się mogłam realizować. Ale przede wszystkim wspólną pracą stworzyliśmy miejsce do odpoczynku, spotkań z rodziną i ze znajomymi.  Miejsce, które dla naszych dzieci jest jak drugi dom.




piątek, 18 lutego 2011

Łazienka w drugiej odsłonie



Obiecałam zrobić więcej fotek mojej łazienki. Oto i one. A wraz z nimi więcej szczegółów technicznych i nie tylko. Biorąc pod uwag dość duży metraż naszego mieszkania można by się spodziewać pokoju kąpielowego. Niestety takiego nie mamy, a w to miejsce zwykłą blokową łazienkę. Marzyła mi się duża i istniała możliwość jej powiększenia, jednak zrezygnowaliśmy na rzecz innych przyjemności, a może mając w głowie dalekosiężne plany i marzenia? Ale jakiś remont temu pomieszczeniu się należał, mimo że wszystko było tu stosunkowo nowe. Moim głównym celem było pozbycie się tapet, które królowały tu (jak również w innych pomieszczeniach) z płytkami. Te ostatnie oszczędziłam. Moją radą jest kładzenie glazury w stopniu minimalnych potrzeb: wokół wanny, prysznica i ewentualnie nad umywalką. Gdy ktoś boi się takich rozwiązań można położyć płytki do wysokości około 1,2 m i zakończyć ołówkiem. Płytki po sam sufit tworzą przytłaczające wrażenie.  Resztę ścian pomalowałam farbą (pastelowym jaśminem) odporną na wilgoć, ze specjalnym przeznaczeniem do łazienek. I najważniejsza podłoga. Tutaj stawiam na praktyczność. Podobają mi się biało-czarne szachownice i świetnie pasują do tego stylu, jednak po trzyletniej męczarni z bielusieńką terakotą, marzyłam by tylko się jej pozbyć. Wybrałam rustykalne, cieniowane płytki z nierównymi brzegami. Rewelacja, świetnie się sprawdzają.



W miejsce wydatków na metry płytek, nowej wanny i umywalki, dokupiłam parę drobiazgów, bez których nie osiągnęłabym tego efektu. Bardzo jestem zadowolona z zasłony w korony. Myślę jeszcze o białych ręcznikach z monogramami, nowej półce na kosmetyki, obrazku z koroną.





Rozwiązanie na pomieszczenie pralki i suszarki zastaliśmy po poprzednim właścicielu. Wymaga solidnej konstrukcji i jest alternatywą dla gotowych płyt scalających te sprzęty.  Boczna ścianka pozwala stworzyć ciekawe aranżacje, a całość nie jest tak widoczna.




Warta plecenia jest tez szafka z lustrem nad umywalką. Można tu schować kosmetyki, szczoteczki, które niekoniecznie stanowią atrakcyjna ozdobę łazienki.


  


 

piątek, 28 stycznia 2011

Mój pierwszy chleb i rama




Oto moje pierwsze wypieki. Zawsze chciałam poczuć w domu zapach pieczonego chleba i właśnie zostałam obdarowana sprzętem, który takie chlebki piecze. Teraz łatwiej dążyć do zdobycia miana  gospodyni doskonałej:). To wielka frajda dla maluchów. Na zdjęciach widać eksponaty uszczuplone o parę kromek.

Pokazuję też ramę, która może już  przewinęła się na jakimś zdjęciu. Tutaj już w nowej, białej szacie.






Ramę, jak też wszystko co przemalowuję, potraktowałam farbą Beckers z mieszalnika wybierając złamaną biel. Te gotowe są śnieżno białe. Pokryłam warstwę woskiem, a następnie tą samą tylko rozwodnioną farbą z dodatkiem brunatnego barwnika pomalowałam całość. Na koniec przetarłam 
ramę włóknem do szlifowania drewna, papier ścierny mógłby niszczyć podstawową warstwę. I rama gotowa. W swym pierwotnym stanie, również w poprzednim naszym mieszkaniu, wisiała pusta. Goście ciągle dopytywali, co w niej będzie. I nadal jest samotna. Było w planie pele mele, ale jest za duża. Nowy pomysł już mam w głowie, tylko wszystko w swoim czasie.
A oto rama przed przemianą.




Zawsze lubiłam starocie. Wydawały mi się ponadczasowe, ponad wszelką modą. Przygarniałam wszystko, co się dało, kierując się zasadą, co wpadnie w oko. W urządzaniu nie zależy mi na doborze do kompletu. Właśnie te mebelki, bibeloty mają tą zaletę, że wystarczy, że tworzą odpowiedni klimat. Można łączyć maści i epoki, dodawać współczesne imitacje. Są kolekcjonerzy dla których ważna jest sygnaturka, bez problemu ocenią wiek mebla, oryginalność okuć . To też cenne hobby. Mi wystarczy zapach starocia, nawet stan nie musi być idealny. Lubię, gdy mebel nosi na sobie ślad czasu.
I oczywiście bielenie, malowanie, przecieranie. To otwiera nowe możliwości. Wnętrze na wzór prowansalskich zyskuje światło i świeżość , można zestawiać białe elementy z klasycznymi meblami. Dodawać współczesne ozdoby świetnie wpisujące się w ten klimat. Coraz więcej jest pięknych tekstyliów, dekoracji, ceramiki. Aż przyprawia to o zawrót głowy.

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Pokój fana STAR WARS




A teraz chcę Wam pokazać pokój mojego synka, który jak widać jest wielkim i oddanym fanem Gwiezdnych Wojen. Kolekcjonuje figurki, uwielbia filmy, książki i komiksy związane ze światem Star Wars. Oczywiście tych elementów nie może zabraknąć w jego królestwie, pilnie strzeżonym przed młodszymi siostrami.





A tutaj Patryk w stroju swojego ulubionego Jedi jako Kit Fisto mojego autorstwa. Tych przebrań było więcej, kiedyś pokażę. Mimo, że Patryk ma 9 lat prowadzi już swojego bloga (wyprzedził mnie i namówił do założenia Dwóch domów). Zapraszam, zajrzycie na Rycerze Jedi.




Lubię galerię na rysunki, która ciągnie się po obu stronach pokoju, wyznaczona białymi pasami.












A tu jako pilny uczeń i odkrywca świata.

sobota, 15 stycznia 2011

Odsłona-łazienka




Rzadko można oglądać na blogach łazienki. Królują salony, sypialnie, kuchnie. A moja łazieneczka przeszła jakiś czas temu mały remont. Od samego początku borykam się w naszym mieszkaniu z pozostałościami po poprzednich właścicielach i próbuję wprowadzić swojski klimat. Komfortową sytuacją jest zakup kupienia nieruchomości do remontu, ale nie zawsze wszystko idzie w parze.
 Oto zmiany nisko budżetowe: pozbycie się tapety(!), wymiana białej, jednak koszmarnej w utrzymaniu podłogi i parę bibelotów. I z tym najłatwiej, anioły, serca,koronki, a czemu nie?
Bardziej pracochłonne były poprawki po "fachowcu". Ale to chyba wszyscy znają. 
Zdjęcia trochę żółte od sztucznego oświetlenia. 





wtorek, 11 stycznia 2011

Chciałam i mam






Stałam się szczęśliwą posiadaczką maszyny do szycia. Ogromnie się cieszę i się trochę nią bawię. Zrobiłam różdżkę do stroju mojej córci, zimowe butki i dwie poszewki z lawendą na prezent. Miło jest kogoś obdarowywać.
A w głowie tyle pomysłów. Poszukuję ciekawych sklepów z tkaninami, może coś mi wskażecie?